Dziennik | ziemek8
7 dni ze StarCraft II
Cóż to był za tydzień! Dokładnie we wtorek o 13:00, 3 sierpnia 2010 otrzymałem przesyłkę. Delektując się każdą chwilą z nowym StarCraftem, na którego czekałem od ponad 3 lat, zacząłem... otwierać pudełko!
Po obejrzeniu go z każdej strony, od zewnątrz i od wewnątrz (a było co oglądać - takiego pudełka jeszcze nie widziałem - zamykane na rzep, po otwarciu owego ukazywał się nie kto inny jak Jim Raynor; ale to nie wszystko, Jamesa można było roztworzyć kolejny raz; a tam piękny i świecący screenshot z gry, z krótkimi opisami i tekstami) wyjąłem płytę i uruchomiłem ją, jednocześnie czytając krótką, dołączoną książeczkę. Najciekawszy w niej był tekst o fabule pierwszego StarCrafta, który postanowiłem dokładnie przeczytać i przypomnieć sobie SC1. Nie przeczytałem nawet pierwszego zdania, gdy instalator oderwał mnie od lektury. Kiedy pasek postępu rósł na ekranie można było zobaczyć i usłyszeć urywki z właśnie czytanej przeze mnie fabuły. Jak tylko się owe przedstawienie skończyło wróciłem do wersji papierowej. Niestety! Zaledwie po przeczytaniu jednej strony odezwały się niebiosa i... przypomniały mi by przygotować jadło na obiad do któregoż się zobowiązałem! W pierwszej chwili konsternacja... Jednak żołądkowe trzewia ukazały mi słuszną drogę - poleciałem do kuchni jak na skrzydłach i zanim StarCraft II zadomowił się na moim dysku w 90% byłem z powrotem. To był mój rekord! Być może pobiłem nawet rekord domu, a może i... Ekhem, nie o tym... Gdy instalacja była przy swoich końcach czytałem ostatnią - siódmą stronę fabuły z dołączonej instrukcji i byłem gotowy jak nigdy od tych 3 lat (z ziemniakami na gazie i awangardowym kotletem na patelni). Instalacja zakończyła się sukcesem! Postanowiłem jednak cierpliwie poczekać. Kiedy posiliłem się przepysznym posiłkiem i dałem znać całemu światu, że będę niedostępny przez najbliższe kilkadziesiąt godzin, uruchomiłem grę...
A tu niespodzianka - patch - już po siedmiu dniach od wydania gry, a może i wcześniej. Nie naprawiał żadnych krytycznych błędów, więc nie musieli się tak spieszyć, a jednak to zrobili. Brawa dla Blizzarda.
Po pobraniu i instalacji aktualizacji na ekranie pojawił się Jim Raynor, przystojniejszy niż kiedykolwiek, w swoim skafandrze Marine.Następnie ukazał się moim oczom ekran logowania. Jako, że konto Battle.net miałem już założone wystarczyło bym podał mail jako login i hasło, tak też zrobiłem.
Po zalogowaniu pierwsze co zobaczyłem to ekran powitalny z pewnym Marine w tle - jak się potem okazuje jest to Tychus Findlay.
Grając samemu możemy oczywiście sięgnąć po kampanię (o której napiszę dalej) lub zagrać ze "sztuczną inteligencją" na dowolnych mapach. Muszę przyznać, że SI robi wrażenie (chociażby - gdy komputer widzi, że nie ma szans, przerywa atak i nakazuje swoim jednostkom odwrót; nie atakuje bezmyślnie bunkrów, gdy są naprawiane przez ERK (tak, to polskie SCV
) najpierw te zaatakuje, ale znowu - nie wszystkie jednostki oderwie od ataku na bunkier ... itp. itd.). Nowością w trybie dla jednego gracza są "Wyzwania". Pomagające poznać podstawy taktyki, siłę, zalety i wady różnych jednostek oraz - początkującym - da kilka rad na start na Battle.necie. A przy tym ciekawie i przyjemnie zrobione.Przy okazji Wyzwań wspomnę o "Osiągnięciach", które można zdobywać zarówno w trybie dla jednego jak i wielu graczy - wszędzie. Najciekawsze są Osiągnięcia z kampanii, np. nie stracić żadnego budynku w danej misji - czy inne - sprowadzić wszystkie desanty do bazy. Przykładami multiplayerowych osiągnięć może być np. pasmo 3 zwycięstw (z rzędu) 1v1 czy też w drużynie (2v2, 3v3, 4v4). Choć są także takie osiągnięcia jak obejrzenie 10 wydań wiadomości (nie macie pojęcia o jakie wiadomości chodzi - czytajcie dalej
).Kampania to majstersztyk! Fabuła jest ciekawa i emocjonująca. Same misje są różnorodne i wciągające. Przerywniki filmowe są świetne i nadają niesamowitego klimatu i jest ich naprawdę sporo co jest dużym plusem. Do tego wszystkiego, pełno dodatków ulokowanych w - nie wiem jak to nazwać - miejscach gdzie jest się między misjami, w ciągu całej kampanii są to: bar JoyRays, Hyperion i baza wypadowa na Char. Każdy gracz będzie przechodził kampanię w swoim tempie, jeden może przeć na przód nie wychodząc z Mostka na Hyperionie, inny za każdym razem odwiedzi wszystkie możliwe miejsca, porozmawia z wszystkimi postaciami, obejrzy każde wydanie wiadomości na telewizorze w Kantynie na Hyperionie. Zauważy każdy niuans w Zbrojowni jak bawiące się miny pajęcze Sępów czy ukrytą Novę - Ducha Dominium, która widocznie polubiła Hyperiona i nie tylko... I wiele wiele więcej.
Co do samej rozgrywki - bitew toczonych pomiędzy trzema rasami: Terran, Zergów i Protossów - jest oczywiście wiele zmian. Zaczynając zapoznawać się ze światem SC2 od kampanii można po kolei poznać nowe jednostki i budynki wraz z kolejnymi misjami. Jednak przed wypłynięciem na wody Battle.netu warto zagrać każdą z ras pare razy na spokojnie z komputerem i poznać dokładniej wszystkie jednostki (tym bardziej, że wiele jednostek i budynków z kampanii nie występuje w trybie dla wielu graczy).
Na samym początku wspomnę o największej - moim zdaniem - zmianie: U każdej z ras jest to coś innego, ale ma podobną ideę. Terranie po przekształceniu Centrum Dowodzenia do Dowództwa Orbitalnego mogą wzywać "ROBOLE" (za 50 punktów energii), są to specjalne roboty zbierające minerały bardzo efektywnie. Zergowie mają specjalną jednostkę - Królową, która poza innymi umiejętnościami potrafi (za 25 punktów energii) powić 4 larwy na Wylęgarni niezależnie od możliwości samego budynku. Protosskie Nexusy (za 25 punktów energii) mogą użyć specjalnej zdolności na dowolnej budowli na mapie, która przyspiesza jej działanie. Gracz niezależnie od rasy powinien, a nawet musi z tych możliwości korzystać.
Przechodząc do każdej z ras - U Terran najbardziej zmieniła się flota powietrzna: Wiking - jednostka atakująca tylko cele powietrzne, może jednak przekształcić się w robota kroczącego atakującego tylko cele naziemne. Prom kosmiczny - inaczej "leczobus"
, transportowiec i medyk piechoty, trzeba przyznać, że jest bardziej efektywny od starych medyczek z SC1, unosząc się nad ziemią łatwiej dociera do rannych jednostek. Kruk - odpowiednik starego Science Vessla, jednak z całkiem nowym asortymentem umiejętności. Banshee - atakuje tylko jednostki naziemne, jest w tym jednak bardzo efektywna, może się maskować (cloak). Oczywiście pozostał, troszeczkę tylko zmieniony Krążownik (Battlecruiser). Ponadto dużym zmianom uległa również piechota. Poza starym dobrym Marine i Duchem (Ghost) nie ostał się ani Medic (jest przecież Prom Kosmiczny), ani Firebat, są za to Maruder - atakuje tylko cele naziemne, ma dosyć duży zasięg i jest szczególnie efektywny przeciwko jednostkom opancerzonym; a także Kosiarz - atakuje zarówno powietrze jak i ziemię, potrafi wskakiwać o poziom wyżej, efektywnie niszczy budowle. Ponadto wszystko warto wspomnieć o jednostce opancerzonej i wielkiej jak same budynki - Thor, który atakuje powietrze, ale jeszcze lepszy jest przeciwko lądowym jednostkom, dobrze sobie radzi także z budowlami. Insteresującą nowością jest także budynek - Wieża zwiadowcza - która ma bardzo duży zasięg, nie odsłania jednak mgły wojny, pokazuje tylko jednostki przeciwnika zaznaczając je na mapie czerwonym znacznikiem, nie można określić jakie są to jednostki; dodatkowo zasięg tej wieży jest widoczny dla przeciwników.U Zergów Zergling, Hydralisk, Mutalisk, Ultralisk - wszystkie one pozostały praktycznie niezmienione. Jest jednak - jak wszędzie - wiele nowości: Karakan - jednostka opancerzona, ma dużo punktów życia (prawie dwukrotnie więcej niż droższy Hydralisk), zakopana w ziemi bardzo szybko regeneruje punkty życia, po przeprowadzeniu badań potrafi przemieszczać się pod ziemią niewidocznie dla przeciwników. Tępiciel mutuje z Zerglinga, atakuje samobójczym wybuchem (co ważne nie rani sąsiednich sojuszniczych jednostek). Infektor - jednostka nieatakująca, ma jednak szczególne umiejętności: w pełni naładowany potrafi na polu walki powić kilkunastu zainfekowanych Marine, potrafi także przejmować wrogie jednostki (w tym czasie nie może jednak nic robić; gdy poprowadzi się przejętą jednostkę za daleko, ale sam infektor zginie, przeciwnik odzyskuje kontrolę). Sieć nydusowa - inaczej niż stare kanały nydusowe - nie działa w sztywno ustalonych ścieżkach. Jednostka wrzucona w sieć może w wyjść w którymkolwiek nudysie; wrzucić w sieć można praktycznie nieograniczoną ilość jednostek. Warto także wspomnieć o budowlach obronnych Zergów - [/b]Kręgowiju[/b] oraz Pełzaczu zarodnikowym, które posiadają teraz zdolność przemieszczania się gdziekolwiek i zakopywania się (które trwa chwilę) w dowolnym miejscu na biomasie (creep).
U Protossów ostały się: Zealot, High Templar, Dark Templar, Obserwer oraz Carrier. Z nowości szczególnie wspomnieć należy o Statku-Matce (Mothership), które można mieć tylko jeden naraz w czasie rozgrywki. Jedną z jego umiejętności jest wir, który wciąga na jakiś czas jednostki (przeciwnika i sojusznicze) całkowicie je wycinając z mapy. Inną zaletą Statu-Matki i jego umiejętnością jest to, że wszystkie jednostki sojusznicze będące blisko są zamaskowane dla przeciwników. Nową jednostką jest także Promień otchłani (Void ray), który im dłużej tym silniej atakuje. Transportowiec Protossów - Pryzmat nadprzestrzenny, potrafi nie tylko transportować, ale także tworzyć pole zasilające (jak Pylony), dzięki któremu można przysyłać wprost na pole bitwy jednostki z Wrót (przekształconych Bram), czy np. po zniszczeniu Pylona podczas ataku zasilać działa fotonowe czy inne budynki.
Niesamowite jest to jak zbalansowana jest to gra już na tym etapie - bezpośrednio po premierze. Na każdą taktykę znajdzie się kontrtaktyka. Żadne posunięcie nie jest tym "ultimate". Oczywiście Terranie nadal boją się "rusha" Zergów, ale mają odpowiednie kontrtaktyki i możliwości by się wybronić (choćby to, że ich robotnicy (ERK) mają o 5 punktów życia więcej niż inne, czy to, że magazyny można opuszczać i po nich przechodzić).
Teraz należałoby wspomnieć o multiplayerze i całkiem nowym - jak to ogłaszał Blizzard - Battle.necie 2.0. Bardzo motywujący jest nowy system lig i dywizji. Nie będzie już sytuacji, w których niedzielny gracz chcący zagrać sobie pare meczy natknie się na zawodowego gracza, który zmiażdży go w pare minut - lub przeciwnie - na całkiem początkującego, który nie zna jeszcze nawet mechaniki gry. Po rozegraniu kilku meczy przydzielanym jest się do jednej z 5 lig: brąz, srebro, złoto, platyna lub diament i jednej z bardzo wielu dywizji wewnątrz tych lig. Do ostatniej z nich (diament) można się dostać tylko po rozegraniu odpowiedniej liczby meczy. Ponadto jest także proliga ponad wszystkimi, niepodzielona na dywizje.
Sam Battle.net to nowe możliwości, jak bycie ciągle podłączonym - nawet grając kampanię można rozmawiać ze znajomymi grającymi nie tylko w StarCrafta II, ale także World of Warcraft, a w przyszłości zapewne także Diablo III. Niesamowitą zaletą jest wspomniane wcześniej dobieranie przeciwników, dzięki systemowi lig. Także sama społeczność budująca się wokół Battle.netu czy nowy pomysł RealID to wszystko i jeszcze więcej to nowy Battle.net. Pełniejsze informacje znaleźć można na: Battle.net/what-is.
Polska wersja językowa jest jedną z kilku, które zostały w pełni zlokalizowane (nawet napisy na budynkach w grze są po polsku). Osobiście zawsze wolę oryginalne wersje od tych spolszczonych. W tym wypadku jednak nie traci się wiele. Głosy aktorów są w porządku, pasują do postaci. W czasie całej kampanii w jednym tylko miejscu wydawało mi się, że coś jest nie tak - podczas kłótni Matta Hornera i Jima Raynora. Ostatnie zdanie z koszmarnie położonym akcentem... ale to jedna - według mnie - wpadka. Tłumaczenie traci także troszkę na takich wyrażeniach jak "Welcome to the Jungle", co po polsku nie przynosi żadnych skojarzeń. Są za to takie jak "C.K. Dezerterzy" - jako tytuł pewnego Osiągnięcia. Całkiem osobiście - nie przypadł mi do gustu jeden z głosów - Kerrigan, jest znośny, ale nie pasuje do postaci bezwzględnego Ghosta - Sarah Kerrigan czy tym bardziej bezlitosnej Królowej Ostrzy.
Cena gry - 199 zł jest dość wygórowana jak na nasze realia, zwykle nowe, dobre gry wychodzą w granicach 100-130 zł. Chciałbym zwrócić uwagę jednak, że poza samą grą dostaje się za darmo dostęp do świetnej usługi Battle.netu. Ponadto według mnie - nieważne jaka cena, dla tak genialnej gry warto wydać każde pieniądze!
Na koniec pochwalę się jednym z moich zagrań - nic wysublimowanego, dosyć oczywiste posunięcie, ale samo to, że udało mi się przechytrzyć, nie komputer i SI, a innego gracza, sprawia, że jestem szczególnie zadowolony z tego zagrania. Otóż gdy moja mała armia Zerglingów po nieudanym nękaniu i przeszkadzaniu w rozwoju Terrana (została zablokowana magazynami i koszarami), stała sobie nieopodal jego bazy, kiedy to ja zacząłem rozwijać swoją i przechodzić na wyższe technologie. W pewnym momencie zobaczyłem, że Terran buduje drugą bazę. Ponieważ było to niedawno po tym jak wycofałem moją garstkę Zerglinów (widziałem wtedy jakimi siłami dysponuje przeciwnik), to Terran budując już teraz nową bazę za 400 minerałów nie może mieć dużo nowych jednostek. Zaatakowałem jego nową bazę, ale tylko paroma Zerglingami, to wyciągnęło Terrana - opuścił swoje magazyny by Marine mogły wyjść, gdy byli dostatecznie daleko wbiegłem moimi Zegrlingami pośród nich odcinając im drogę ucieczki i wyciąłem wszystkich w pień. Nie zbudował ani drugiej bazy i do tego stracił wielu Marine. Ja dalej opracowywałem nowe technologie i budowałem kolejną bazę... Oczywiście wygrałem tę potyczkę.
Napisz komentarz lub zobacz wszystkie komentarze (11)
Blur & Re-Volt
Blur jest to gra wyścigowa zapowiedziana pierwotnie na listopad 2009 potem przeniesiona na 2010 rok. Najciekawsze w tej ścigałce są power-up’y. Jest ich kilka rodzajów. Większość pozwala na ingerencję w fizyczne położenie samochodów rywali. Polecam oficjalną stronę – http://www.blurgame.com – na której znaleźć można dużo ciekawego info i trailerów. Re-Volt natomiast jest to wydana we wrześniu 1999 roku samochodówka, a raczej symulator jazdy sterowanymi radiowo samochodzikami. Tutaj także gra wyglądałaby całkiem inaczej bez pick-up’ów – podobnie jak w Blur – większość pozwala na usuwanie z drogi konkurentów.
Nie mam pojęcia czy twórcy tych gier mają coś wspólnego, ale nie widziałem zbyt wielu podobnych gier – o prowadzeniu samochodów z urozmaiceniem jakim są bronie i inne bonusy możliwe do zdobycia bezpośrednio na drodze.
Oczywiście w Blur’a nie grałem, ale do Re-Volt chętnie wracam. Mimo, że nie jest to najlepszy wyścigowy symulator i mimo, że często jest opisywany jako gra dla najmłodszych (Na najwyższym “poziomie trudności” tj. “Full Speed, Realistic Collisions” jest całkiem wymagający nawet od doświadczonego gracza, więc gra się z przyjemnością.). Rodzaj rozrywki jest tutaj zdecydowanie inny niż w seriach NFS czy Colin McRae, jednak również ma w sobie coś przyciągającego. Mam nadzieję, że Blur również będzie inny i przez to ciekawy. Oby premiera w Polsce nadeszła jak najszybciej.
Napisz komentarz lub zobacz wszystkie komentarze (2)
Najprzyjemniejsza, a może najnudniejsza misja w Original War?
Ósma misja Rosjan - Eskalacja - w której zadaniem jest zbudowanie nowej bazy - bazy imienia Trockiego. Mapa rozgrywki jest dosyć mała - ale wykorzystując całą - miejsca jest aż nadto. Nie ma tutaj nic trudnego, przed każdym atakiem jest się ostrzeganym i następują one dopiero wtedy, kiedy będzie się na nie gotowym - atak nadchodzi po wykonaniu celów, które zapewniają dostateczną obronę.
Brak wyzwań nie musi oznaczać jednak, że misja ta jest nudna. Można się w niej wykazać w inny sposób - kreatywnością i planowaniem. Cele dotyczą tylko jakościowego wypełnienia planu budowy i po części również ilościowego (częściowo, ponieważ istnieje możliwość zbudowania większej ilości niż zakłada plan). Oraz oczywiście decyzja gdzie dane budynki należy postawić należy do gracza.
Nie wiem jak Wam, ale mnie ta misja od razu się spodobała. Po prostu lubię budować, stawiać, tworzyć. Coś co funkcjonuje w najlepszy możliwy sposób i przy tym prezentuje się ciekawie. (Dlatego też zapewne uwielbiam tak bardzo gry City Building.
Nie ważne, że ukończyłem daną misję już kilka razy, mogę powtarzać ją następne kilka, projektując miasto w całkiem inny sposó niż wcześniej.) Nie pamiętam już ile razy budowałem bazę Trockiego w misji Eskalacja, z pewnością było ich kilka. Oto jedna z nich: 
Jak widać - na deptaku trawy w ogóle nie ma - tak wyjeżdziły ten teren buldożery, pojazdy transportujące oraz dźwig pracujący co raz przy innym budynku w innej cześci bazy.
Ogólnie baza jest dosyć duża, jest wiele wolnego miejsca na spacery (jeżeli ktoś nie chce ryzykować specerów w dżungli
). Jest bardzo wiele elektrowni - syberytowe (a raczej alaskitowe) włączają się pierwsze, najczęście gdy fabryka potrzebuje energii produkując nowe pojazdy, czy naukowcy w laboratorium potrzebujący prądu w czasie nowych badań. Jednak i te na ropę się przydają - aby podczas ataków zasilić niezliczoną ilość wieżyczek.
Napisz komentarz lub zobacz wszystkie komentarze (5)
StarCraft i 199 szczęście
Mam niesamowite szczęście! Od czterech dni mam na koncie 199 wygranych i mimo kilkunastu rozegranych pojedynków przez ostatnie dni nie przyszło mi wygrać ani razu! Mam takie szczęście, że trafiam na samych dobrych graczy (a przynajmniej lepszych ode mnie). Zanim przejdę dalej może coś wyjaśnię...
Mówię oczywiście o StarCrafcie. Często wracam sobie na BattleNet. Gram, czasem nawet po kilka meczy na dzień, przez kilka, kilkanaście dni i potem znowu przerywam. Nie wiem czemu tak się dzieje. Nie będę się tu rozwodzić nad tym dlaczego czasem stara gra, w którą grało się setki godzin potrafi przyciągnąć na nowo z tą samą siłą jak za pierwszym razem. Akceptuję to i jest mi z tym dobrze. 
Obecna faza grania trwa już niespełna trzy tygodnie i przez ostatnie cztery dni, i kilkanaście pojedynków... zawsze przegrywałem trafiając na znających się na rzeczy graczy. Naprawdę sądzę, że mam szczęście - bo takowe trzeba mieć by móc coś takiego 'osiągnąć'.
Nie, żeby ważne były dla mnie statystyki. Pewnie, że fajnie mieć dużo zwycięstw na koncie, ale z pewnością nie dopuszczam się rozłączania z gier w trudnych sytuacjach czy stosowania taktyki polowania na noobów - nie wchodzę, ani nie zakładam gier, których nazwy zawierają jakąkolwiek odmianę słowa noob czy tym podobnych mających na celu przekazanie informacji, że ma się doczynienia z początkującym.
Czuję zdecydowanie większą satysfakcję nawet z przegranej po pojedynku z dobrym graczem, gdzie mogłem nauczyć się czegoś nowego, gdzie zauważyłem gdzie popełniam błędy, gdzie wymyśliłem nowe taktyki, niż z dziesięciu bezproduktywnych zwycięstw z początkującymi. Oczywiście mam świadomość, że sam kiedyś byłem początkującym, dlatego nie odmawiam gry nawet tym słabszym, starając się przy tym wskazywać im ich błędy. Nie, żebym się wywyższał, ale jeżeli coś wiem, to czemu tego nie powiedzieć (sam bardzo doceniam kiedy inni wskazują mi moje błędy). Nie gram z myślą by być coraz lepszy i lepszy, nie jestem członkiem żadnego klanu, gram dla frajdy jaką z tego czerpię.
Moje statystyki na dzień dzisiejszy to 199-346-13. Może zaraz po zamieszczeniu tego tekstu trafię na jakiegoś newbie i dosięgnę do tych 200 wygranych, jednak aktualnie faktem jest jest moje 199 zwycięstw.
Napisz komentarz
[StarCraft] Replay ZvP - Nieustanna Bitwa
Nie było czasu na macro. W ciągu całej, 25-minutowej rozgrywki tylko 2 bazy - jak na Zerga to mało. Przeciwnik wcale łatwiej nie miał.
Napisz komentarz
[StarCraft] Replay ZvT - Hydra vs M&M
Dość standardowa, krótka rozgrywka. Nie było czasu na zaawansowane jednostki, ograniczyłem się praktycznie tylko do Hydralisków.
Napisz komentarz
Max Payne 2
"Przyjemna" gra.
Nie była jakąś moją ulubioną, ale chętnie ją przeszedłem. Moje rekordy przejścia poszczególnych epizodów części pierwszej zamieszczam w załączniku. 
EDIT:
Zaktualizowałem i dodałem kolejne "party".
Najbardziej dumny jestem z:
- chapter 5 | part I
- chapter 1 | part II
- chapter 3 | part III
Napisz komentarz lub zobacz wszystkie komentarze (3)
Powrót do Anno 1602
Po tym jak dowiedziałem się o wypuszczeniu dema nowego Anno - Dawn of Discovery: Anno 1404 - od razu postanowiłem je pobrać i wypróbować. Rozpisałem się nieco o tym tutaj. Jednak zabawa z wersją demonstracyjną nie mogła trwać długo. Po kilkunastu godzinach (oczywiście nie nieprzerwanej) gry, kiedy zrobiłem wszystko co można było, ukończyłem wszystkie (dwie) dostępne misje i kilka razy - na różne sposoby - grę otwartą, przestałem grać (raczej nie ze znudzenia - wolę zachować tę przyjemność na później niż teraz delektować się ciągle tym samym).
Postanowiłem uruchomić Anno 1701, aby sprawdzić czy nie została mi żadna misja do ukończenia. Zapomniałem, że w oryginalnym Anno były tylko pojedyńcze scenariusze (swego czasu bardzo mnie to dziwiło). Dopiero w Klątwie Smoka znalazłem misję, której nie ukończyłem. Celem głównym jest zniszczenie bazy Diega del Torro. Misja trudna. Gdy w wyspę uderzył meteoryt poczułem, że to nie to... Wyłączyłem.
Wprawdzie dopiero po jakimś czasie, ale z pewnością ciągle pod wpływem Anno, uruchomiłem stare Anno 1602. Niepewny tego czy gra zatrzyma mnie na dłużej włączyłem "Próbę" - zawsze tę misję lubiłem - pierwsza konkretna, gdzie wreszcie można zbudować duże miasto na dużych wyspach.
Nick, flaga... Którą wybrać? Zawsze wybierałem niebieską... To teraz żółtą! Bach! Mały statek handlowy z paroma tonami towarów unosi się na wodzie. Szybko zaznaczam i szukam na minimapce najlepszej wyspy. Jest! Ta piękna, duża wyspa - gdzie w misji "Czarne chmury na horyzoncie" stoi na niej niesamowite miasto z tysiącem arystokratów. Oczywiście podpływam pierwszy, rywale nie mają szans, a aż dwóch chciało na tą samą wyspę co ja.
Stawiam chatki drwali, rybaka, dalej targowisko i domki... Ach, te charakterystyczne pukanie podczas stawiania domków, nigdzie indziej dźwiękiem stawiania domu nie jest popiętne stuknięcie o drewno. No właśnie drewno - skończyło się. Czekam, wciskam F7, drwale od razu przyśpieszają kilka razy swoją pracę. Czekam... Jakoś cicho... Zerkam w ustawienia, włączam muzykę i... rozpływam się. Dopiero teraz wracają te wszystkie wspomnienia w pełni... Ach... Wprawdzie nie jest to muzyka najwyższych lotów, ale zła jak na tamte czasy nie jest, z pewnością można czerpać przyjemność z jej słuchania.
Zanim się obejrzałem, spędziłem kilkukrotnie więcej czasu niż przy Anno 1701. Uruchomiłem produkcję płótna, sprowadziłem osadników, zaraz potem trunki, wyroby tytoniowe, obywatele... Zapisałem grę, czemu jej nie zamieścić - oto save miasta tuż przed zwycięstwem. Nic specjalnego, ale podoba mi się.
No dobra, troszkę się rozpisałem... Wracam do Anno... oczywiście 1602! 